74
“A JUŻ BYŁO DOBRZE” – cytując klasyka. Niestety wygląda na to, że prezydent postawił na szali zdrowie i życie mieszkańców Krakowa i rzucił na referendalny bój przepisy dotyczące SCT. Aleksander Miszalski właśnie zapowiedział zmiany w strefie, komunikując je jako “WIELKĄ KOREKTĘ”. Z wszystkich głupich rzeczy, które można było wymyślić wobec widma zbliżającego się referendum, dzisiejsze ruchy są zdecydowanie najgłupsze. Chociaż dzień się jeszcze nie skończył, więc może powinniśmy wstrzymać się z takimi osądami.
Ruchy te są niezrozumiałe szczególnie wobec pierwszej reakcji na działania przeciwko strefie inspirowane, w dużej mierze, przez kierowców spoza Krakowa. Prezydent stanął za przepisami i przypominał, że chodzi o zdrowie nas wszystkich. Na łamach mediów zapowiadał też, że nie ugnie się wobec często absurdalnej krytyki. Przepisy obroniły się też w sądach administracyjnych.
Jak widać – stanowisko szybko się zmieniło. Przy okazji pracę stracił Łukasz Franek, dyrektor ZTP. Fakt – urzędnik niepopularny, któremu sami zarzucaliśmy kilka rzeczy jak np. cięcie kursów w ramach “optymalizacji” – jeszcze w 2018 roku, czy cięcia wakacyjne/feryjne i z którym sami stoczyliśmy kilka pojedynków, jak na przykład ten o wyznaczenie miejsc do parkowania dla hulajnóg czy o rower miejski. W dużej mierze jednak to on brał na siebie niepopularne decyzje, a dziś bez niektórych z nich nie wyobrażamy sobie miasta. To on przepychał progresywne polityki transportowe jeszcze za czasów Jacka Majchrowskiego – uspokoił ruch w centrum, dzięki czemu piesi, rowerzyści i pasażerowie komunikacji publicznej zaczęli być w ogóle widoczni jako równoprawni użytkownicy ruchu, odblokował chodniki zastawione na potęgę samochodami, za jego czasów flota krakowskiego MPK zdecydowanie się poprawiła. Także za jego czasów miasto próbowało odciążyć centrum za pomocą SPP czy w końcu to on zaczął w urzędzie mówić o tym, że tlenki azotu to nasz problem – zlecając pierwsze w Polsce badania rzeczywistej emisji z ruchu drogowego.
Nie rozumiemy tego ruchu z kilku względów. Jeżeli pan prezydent Miszalski chciał “WIELKIEJ KOREKTY” to należało zacząć od kilku partyjnych tłustych kotów, które w najlepsze tuczą się na publicznych posadach. Zacząć od pana Kośmidera, Filipiaka czy Koska. Pokazać, że to naprawdę będzie korekta, a nie szukanie kozła ofiarnego. A jeśli prezydent chciał pożegnać pana Franka, to miał na to dwa lata.
Jeżeli SCT wymaga zdaniem prezydenta korekty (naszym zdaniem warto pochylić się nad dojazdem do parkingów Park and Ride), to również można było komunikować merytorycznie i z argumentacją, a nie bez konkretów i przy okazji zwalniania urzędnika, który także wewnątrz samego urzędu dawał przykład, że da się tworzyć miasto na miarę XXI wieku.
Podsumowując – w naszej ocenie ruchy te nie tylko nie pomogą prezydentowi, ale dadzą jeszcze więcej paliwa zwolennikom jego odwołania. Co gorsza – są niewątpliwym sukcesem ruchów wstecznych, które dzięki takim decyzjom jak dzisiejsza, rosną w siłę.