Strona główna Panel obywatelski Panel Obywatelski to demokracja przez duże “D” [WYWIAD]

Panel Obywatelski to demokracja przez duże “D” [WYWIAD]

przez Maciek Fijak

Panel Obywatelski to demokracja przez duże "D". Daje realny wpływ i buduje bardzo solidny fundament dla procesu podejmowania decyzji - mówi Ola Latocha, psycholożka i trenerka, współorganizatorka Łódzkiego Panelu Obywatelskiego.

Maciej Fijak: Co to jest panel obywatelski i na czym polega?

Ola Latocha*: Najprościej rzecz ujmując, jest to bardzo specyficzna forma konsultacji społecznych. Decyzje w danej sprawie oddajemy w ręce losowo wybranej i reprezentatywnej grupy mieszkańców. Tworząc taką grupę, budujemy miasto lub państwo “w pigułce”. Panel Obywatelski, w imieniu mieszkańców i w imię dobra wspólnego rozpatruje daną sprawę i wypracowuje rekomendacje dla władz miasta lub państwa.

MF: Czym różni się panel od klasycznych konsultacji społecznych?

OL: Po pierwsze: tym, kto uczestniczy w danym procesie. Klasyczne konsultacje są otwarte; każdy może na nie przyjść i zgłosić swoją uwagę. Natomiast uczestnicy i uczestniczki Panelu są wybierani w drodze losowania tak, by tworzyli reprezentatywną grupę. Zwiększa to szansę na równy udział różnych grup, perspektyw oraz potrzeb. Po drugie: sposobem pracy. W panelu obywatelskim podjęcie decyzji poprzedzamy częścią edukacyjną. Zapraszamy ekspertów i ekspertki, osoby zajmujące się daną sprawą naukowo i zawodowo. Ich zadaniem jest dostarczenie rzetelnej wiedzy na temat omawianego zagadnienia i przedstawienie możliwie szerokiego wachlarza rozwiązań. Po części edukacyjnej przechodzimy z kolei do deliberacji**, dyskutujemy na temat poszczególnych rozwiązań, propozycji itp – to kolejna różnica. W końcu – co bardzo ważne – panel, wypracowując rekomendacje, dąży do konsensusu. W praktyce konsensus potwierdzany jest w drodze głosowania, w którym przyjęte zostaną tylko te rekomendacje, które cieszą się poparciem co najmniej 80% panelistów i panelistek. 

W Panelu Obywatelskim bardzo ważny jest podział ról, który zapewnia transparentność całego procesu i równowagę stron. Mamy “miasto w pigułce”, czyli panelistów i panelistki. Mamy ekspertów i ekspertki, czyli dostarczycieli wiedzy. Trzecią grupą są tzw. strony lub interesariusze, czyli osoby lub instytucje (np. NGO-sy, aktywiści i aktywistki) związane z danym tematem, mające swoje stanowiska i rekomendacje. W programie panelu zapewniony jest czas na ich wystąpienia. Czwarta rola to organizator, czyli niezależny podmiot zewnętrzny wybrany np. w drodze konkursu. Przedstawiciele Urzędu Miasta będą w przyszłości realizowali wypracowane rekomendacje. W tym sensie są stroną procesu, więc nie powinni być odpowiedzialni za jego organizację. W końcu, bardzo ważnym elementem jest komitet monitorujący, czyli zespół obejmujący przedstawicieli głównych interesariuszy panelu: Urzędu Miasta, Rady Miasta, osób inicjujących lub zaangażowanych w powołanie panelu, organizacji pozarządowych. Zadaniem komitetu jest monitorowanie, czy panel realizowany jest zgodnie z założeniami. 

Łódzi panel obywatelski fot. Archiwum UMŁ

MF: Marcin Gerwin, autor podręcznika dotyczącego panelu obywatelskiego na tytułowej stronie napisał, że panel obywatelski jest demokracją, która działa. Czy zgadzasz się z taką tezą i co w takim razie z demokracją w ujęciu klasycznym?

OL: Mam trochę kłopot z tym hasłem, bo ono mogłoby sugerować, że klasyczna demokracja nie działa. Powiem tak: panel obywatelski jest pogłębioną formą demokracji. Zgodnie z ideą decyzje panelu powinny być dla miasta wiążące. Jeżeli dane rekomendacje zdobędą poparcie panelistów na poziomie 80%, to miasto powinno zobowiązać się do ich realizacji. Strukturą panelu budujemy najlepsze możliwe ramy do podjęcia mądrej i dobrej dla ogółu mieszkańców decyzji. Pobieramy informacje, uczymy się, dajemy przestrzeń na dyskusję i podejmujemy decyzję w drodze konsensusu. Hasło Marcina Gerwina rozumiem tak, że Panel Obywatelski to demokracja przez duże “D”. Daje realny wpływ i buduje bardzo solidny fundament dla procesu podejmowania decyzji.

MF: Czy polskie prawo przewiduje instytucje panelu obywatelskiego? Czy można “zmusić” władze miasta do wcielenia w życie podjętych rekomendacji?

OL: Nie. Panel obywatelski nie jest opisany żadną ustawą. Z jednej strony oznacza to, że nie można “zmusić władz” do organizacji panelu czy wdrożenia rekomendacji. Ale z drugiej strony obecne prawo w żaden sposób nie ogranicza realizacji takich procesów – być może z wyjątkiem RODO, do którego pewnie wrócimy. Władze lokalne mogą podjąć uchwały czy rozporządzenia, w których powołują panel, określają warunki brzegowe jego realizacji oraz zobowiązują się do wdrożenia przyjętych przez panel rekomendacji. Mogą też uregulować organizację paneli w ogóle. Gdańsk ma uchwałę, w której określa m.in. warunki powołania panelu, według  której miasto zobowiązuje się powołać panel na wniosek grupy mieszkańców, o ile podpisze go odpowiednio duża grupa osób. 

Panele Obywatelskie. Przewodnik po demkracji, która działa.
Kliknij aby otworzyć

MF: Jeśli dobrze rozumiem, w obliczu braku prawnych regulacji, podstawą całego procesu jest partnerskie nastawienie i zaufanie. Zakładamy, że wszystkie strony mają ten sam cel.

OL: Dokładnie tak. Jest to jedna z fundamentalnych rzeczy. Partnerskie relacje, przyjęcie, że jeżeli decydujemy się na organizację panelu, to każda z zaangażowanych stron robi wszystko, co w jej mocy, aby to wydarzenie było jak najlepsze. Obdarzamy się zaufaniem. W Łodzi, ustalając zasady współpracy przyjęliśmy, m.in. regułę mówiącą, że każda osoba zaangażowana w panel ma wpływ na jego wynik, ale jest również za ten wynik odpowiedzialna. 

Dobry klimat wokół panelu to kluczowy czynnik sukcesu. Ważne jest też zaufanie urzędników do mieszkańców i mieszkańców do urzędników

MF: Załóżmy, że mieszkaniec chce wziąć udział w panelu. Gdzie musi się zgłosić i ile dostanie za to pieniędzy?

OL: W idealnej formule nie może się nigdzie zgłosić, bo nasze “miasto w pigułce” powołujemy w drodze losowania. Budowa reprezentatywnego “miasta w pigułce” opiera się na czterech kryteriach: płeć, wiek, miejsce zamieszkania i wykształcenie. Pierwsze trzy rzeczy mamy w rejestrze wyborców i na jego podstawie możemy wyłonić grupę osób, do których wyślemy zaproszenia do uczestnictwa w panelu. Osoby te podejmują decyzję, czy chcą się zaangażować w panel, czy nie. W ostatnim kroku spośród osób, które dostały zaproszenia i wyraziły chęć udziału, losujemy ostateczną grupę, której skład powinien odzwierciedlać strukturę demograficzną miasta. 

MF: Czy nie powinniśmy dodać kryterium piątego, czyli doboru uczestników ze względu na poziom zaznajomienia z tematem panelu?
OL: Wydaje mi się, że nie. Pojawia się pomysł piątego kryterium, czyli poziomu zarobków. Dbając jednak o reprezentatywność czterech wcześniej wymienionych kryteriów, ten poziom zarobków będzie również reprezentatywnie rozłożony. Z poziomem wiedzy o temacie będzie podobnie. Nie wiem też, jak mielibyśmy to sprawdzić.

MF: A co z pieniędzmi? 

OL: Jeżeli chodzi o pieniądze, to ja unikam słowa “wynagrodzenie”. Wolę słowo “dieta”. Uczestnik poświęca przykładowo pięć sobót. Oddaje swój wolny czas. Musi przeanalizować masę informacji z wystąpień i materiałów dodatkowych. Podejmuje na koniec odpowiedzialną decyzję. Uczestnictwo w panelu, jak każda aktywność społeczna, generuje pewne koszty. Trzeba gdzieś podjechać, kupić bilet, wynająć opiekę dla dzieci. Za to otrzymuje się dietę na pokrycie kosztów. Żeby nikt nie dokładał. Kwota nie może być za duża, żeby nie została głównym motywatorem. Sto złotych lub ciut więcej za dzień roboczy to uczciwa dieta.

Spotkanie Łódzkiego Panelu Obywatelskiego "Zieleń w mieście" , fot. UMŁ

MF: Wracając do tematu zaproszeń. Jest to jeden z głównych zarzutów dotyczących łódzkiego panelu. Na stronie urzędu zamieszczono informację o zapisach do panelu, gdzie każdy mógł zgłosić swoją kandydaturę. Podobno wypaczyło to idee przyświecające organizacji panelu. Wiem, że nie Ty odpowiadałaś za organizację na tym poziomie, ale jak odniesiesz się do wyżej wspomnianej kwestii?

OL: Gdybym uczestniczyła w większej ilości paneli, być może mogłabym ocenić, czy zmiana sposobu doboru grupy faktycznie wpłynęła znacząco na skład i przebieg łódzkiego panelu. Ale uczestniczyłam tylko w jednym. Zaznaczmy, że zmiana, o którą pytasz, związana była z RODO. Prawnicy orzekli, że przy obecnych regulacjach nie da się wykorzystać danych z rejestru wyborców do wyłaniania panelistów i panelistek. Osobiście wychodzę z założenia, że nie dyskutuję z prawnikami, bo nie czuję się kompetentna w temacie. Ważne jest to, że do wyboru była taka forma, jak wspomniałeś, lub brak panelu. Dyskusja na temat powoływania paneli w obliczu RODO trwa. Pojawił się pomysł rozsyłania zaproszeń pod konkretne adresy, zamiast do konkretnych osób. Ciekawi mnie, jak zostanie to rozwiązane w Krakowie. Powiem tak: eksperymentujmy. Mieliśmy wyłanianie uczestników na podstawie spisu wyborców, mieliśmy “rozwiązanie łódzkie”, czyli formularz zgłoszeniowy, za chwilę pojawią się jakieś nowe rozwiązania. Porównujmy, patrzmy, co się dzieje, szukajmy najlepszej możliwej opcji. 

MF: Dyskusja na temat “rozwiązania łódzkiego” była gorąca.

OL: Mam wrażenie, że troszkę zbyt gorąca. Dla mnie ważne jest to, że, po pierwsze, chęć udziału w panelu nie była wystarczającym warunkiem; ostateczną grupę panelistów wylosowano spośród wszystkich zgłoszeń. Po drugie: liczba zgłoszeń była bardzo duża – ponad 1000 osób – a organizatorzy zapisów dotarli do naprawdę szerokiej i zróżnicowanej grupy. Z tej puli do ostatecznego składu wylosowano 73 osoby, więc nie było łatwo zostać panelistą. Po trzecie: ostatecznie skład panelu odzwierciedlał strukturę demograficzną, uzyskaliśmy “miasto w pigułce”, a paneliści mieli wysoką i stabilną motywację do udziału w procesie. Natomiast dyskusja, o którą pytasz, wprowadziła dużo złej energii wokół panelu już na samym początku jego realizacji. Ostatecznie nie przeszkodziło to w procesie, ale też nie pomagało. Jak już mówiłam, dobry klimat wokół tak skomplikowanego i eksperymentalnego procesu oraz wzajemne zaufanie to jeden z podstawowych czynników sukcesu. 

Prezydent Łodzi - Hanna Zdanowska wita panelistów i panelistki na pierwszym spotkaniu fot. Instytut Polityk Publicznych

MF: Można powiedzieć, że panel obywatelski jako proces jest dobrą promocją zaangażowania obywatelskiego.

OL: Zdecydowanie. Na ostatnim spotkaniu w Łodzi zapytaliśmy ludzi, co dał im udział w panelu. Chwila, w której stanęły mi łzy w oczach, to gdy spora część ludzi powiedziała, że “wierzę, że mój głos ma znaczenie”. Albo: “poczułam wagę swojego głosu”. Inne piękne stwierdzenie: “wiem, że każdy z nas może zmienić świat”.

MF: Ile trwał cały proces łódzkiego panelu?

OL: Rozpisany był na 5 spotkań. Rozpoczął się 7 marca, miał się skończyć pod koniec maja. Każde spotkanie trwa dzień roboczy. Takie były plany, które oczywiście zmieniła pandemia. Przenieśliśmy się do sieci. Spotkania podzieliliśmy na części dydaktyczną i warsztatową. Ostatecznie skończyliśmy pod koniec lipca.

MF: Czy starsze osoby poradziły sobie z panelem online?

OL: Jedna ze starszych osób nazwała to “podróżą w kosmos”. Bardzo udaną, z której wszyscy wrócili cało. Był to ogromny sukces wynikający z dużego zaangażowania wszystkich stron. Wyzwanie było bardzo duże, ale okazało się, że wszystko jest możliwe i osoby na co dzień niekorzystające z komputerów przechodziły szybkie szkolenie, zaś nieposiadające komputerów dostały wypożyczone urządzenia, a szkolili ich wolontariusze. 

MF: Jak wyglądają spotkania oraz proces głosowania nad rekomendacjami?

OL: Kilkugodzinne spotkania dzielimy na dwie części: edukacyjną i deliberacyjną. W części edukacyjnej występują eksperci i interesariusze. Dbamy o to, by czas ich wystąpień, a zatem ich wpływ, był równy. W drugiej części dyskutujemy, omawiamy propozycje ekspertów i interesariuszy, wypracowujemy wstępne rekomendacje. Tak wyglądały trzy z pięciu spotkań. Na czwartym wzięliśmy na warsztat wszystkie wstępne propozycje i przerobiliśmy je na pakiet rekomendacji. Głosowanie puentuje cały proces. W Łodzi zajęło nam ono praktycznie całe ostatnie spotkanie. Każdą z kilkudziesięciu rekomendacji trzeba przegłosować oddzielnie. 

Opinie łódzkich panelistów fot. www.uml.lodz.pl

MF: Jakie najważniejsze wskazówki dla krakowskiego panelu możesz przekazać na podstawie swoich doświadczeń?

OL: Po pierwsze: temat i jego zakres. Wąskie, bardziej skonkretyzowane tematy pozwolą zrobić krótszy panel i przećwiczyć tę formułę. Uczmy się małymi krokami. W Łodzi na pewnym etapie mieliśmy trzysta różnych pomysłów na rekomendacje. Ostatecznie zostało ich blisko sto, a przegłosowanych stosunkiem 80% głosów zostały 74 rekomendacje. Dogłębne przedyskutowanie tak wielu pomysłów wymaga niewiarygodnie dużo czasu. Tu dodam, że na głosowanie warto zorganizować odpowiednią ilość komputerów lub tabletów, które usprawnią proces i policzą automatycznie głosy.

Po drugie: pierwsze spotkanie poświęćmy wyłącznie na ustalenie ram i zasad, na zapoznanie się uczestników, stworzenie dobrej atmosfery oraz na dogłębne zapoznanie się z tematem. Moim zdaniem, to jeszcze nie czas na udział ekspertów i stron. Próbujmy nowych rozwiązań. 

Po trzecie: współpraca, w szczególności między organizatorem a urzędem. W tym miejscu chciałabym się ukłonić całemu zespołowi Biura ds. Partycypacji Społecznej z Urzędu Miasta Łodzi. Katarzyna Dyzio, Agata Burlińska, Olga Zuchora zrobiły niesamowitą robotę. Z jednej strony stawiały nam bardzo wysoko poprzeczkę, z drugiej strony były niezwykle otwarte na wszelkie nasze propozycje, nie przekraczały granic wynikających z podziału ról, za to mogliśmy liczyć na ich wsparcie, zawsze gdy było to potrzebne. W całym procesie niezbędna jest obecność urzędników, czyli osób, które będą później wcielać rekomendacje w życie. To oni powinni po partnersku, na bieżąco, ustalać ramy wykonalności omawianych rekomendacji. Pomysły panelistów i panelistek testowaliśmy na bieżąco. Pytaliśmy urzędników o trzy kwestie: czy rekomendacja mieści się w temacie panelu, czy jest zgodna z prawem oraz, czy mieści się w kompetencjach miasta. Udzielając odpowiedzi urzędnicy, muszą pamiętać, aby swoim “feedbackiem” nie wpływać na uczestników, nie sugerować rozwiązań. Muszą pozostawać bezstronni.

Po czwarte: moderacja i facylitacja. To jedna z kluczowych kwestii. Podkreślamy, że w panelu obywatelskim kilkadziesiąt osób ma dojść do konsensusu i w drodze dyskusji wypracować spójny zestaw rekomendacji opowiadających na ważny dla mieszkańców temat. W dodatku zwykle mają na to mniej czasu niż by chcieli. Żeby zdać sobie sprawę, jak trudny może być to proces na poziomie ludzkim i komunikacyjnym, przypomnijmy sobie, jak gorąca i niekonstruktywna może być prosta rozmowa grupy znajomych próbujących ustalić, gdzie się wybrać wspólnie na wakacje. Deliberacja to wielka sztuka, więc konieczne jest zadbanie o dobry i doświadczony zespół moderatorów/ek. Zadbanie o ten proces podczas łódzkiego panelu, w dodatku w kontekście pandemii, było jednym z większych wyzwań, z jakimi przyszło nam się mierzyć. I mówiąc “nam”, mam na myśli cały, niesamowity zespół, z którym miałam zaszczyt pracować: Kasię Ociepkę-Miąsik, Olę Kudlik, Paulinę Kozub-Chwastek, Sabinę Zając oraz Konrada Szpaka, a także cały zespół Instytutu Polityk Publicznych, który stworzył świetne warunki do pracy moderacyjnej. 

I w końcu, najważniejsze: zbudujmy dobry klimat dla tego procesu. Pomyślmy, że ruszamy z pięknym eksperymentem, który może się skończyć czymś fantastycznym. Może rozpocząć bardzo ważną debatę, kluczową dla naszej egzystencji. W Krakowie będzie to coś nowego. Miejmy zatem rozsądne oczekiwania. Nie istnieje idealny przepisu na panel, jest za to wiele do nauczenia się i wypracowania. Wejdźmy w ten proces z dobrą energią i wzajemnym zaufaniem. Mieszkańcy, strony, miasto.

*Ola Latocha – z wykształcenia psycholożka, z zawodu trenerka i facylitatorka***. Od 15 lat zajmuje się prowadzeniem szkoleń i realizacją projektów edukacyjno-społecznych w tym programów edukacji i aktywizacji obywatelskiej. W 2013 roku rozpoczęła współpracę z Fundacją Biuro Inicjatyw Społecznych, z którą zrealizowała m.in. takie projekty jak “Kraków rozwija konsultacje społeczne” czy “Model współpracy – współpraca na medal. Wdrażanie standardów współpracy JST-NGO w Małopolsce”. W 2020 roku w ramach współpracy z Instytutem Polityk Publicznych współorganizowała łódzki panel obywatelski “Zieleń w mieście” w roli moderatorki i facylitatorki. 

**Deliberacja: dyskusja, pogłębiona debata polegająca na uważnej analizie różnych perspektyw, pomysłów i rozwiązań. W Panelu Obywatelskim główna metoda wypracowywania rekomendacji i dochodzenia do konsensusu. 

***Facylitacja: proces, w którym niezależna i nieposiadająca uprawnień decyzyjnych w obszarze merytorycznym osoba (facylitator/ka), wspiera grupę w osiągnięciu celu m.in. poprzez organizowanie pracy grupy, wspieranie procesów komunikacyjnych, moderację dyskusji itp. W Panelu Obywatelskim facylitatorzy odpowiedzialni są za przygotowanie programów spotkań, prowadzenie części warsztatowych, moderację dyskusji. 

2 komentarze

M. 3 sierpnia 2020 - 14 h 39 min

Bardzo proszę o zielone sciany wdłuż głównych arterii Krakowa – Wielicka, Opolska, Wadowicka – może nawet na Alejach chcącemu architektowi udałoby się to wkomponować.

Odpowiedz
Maciek Fijak 3 sierpnia 2020 - 22 h 43 min

Kiedyś myślałem, czy nie dałoby się zrobić takiego “zielonego tunelu” wzdłuż całej Wielickiej. Wygłuszenie i zieleń. Fajny pomysł.

Odpowiedz

Zostaw swój komentarz